piątek, 27 lipca 2012

# rozdział 3

*** Oczyma Alice ***


- Alice. - Usłyszałam szept Nicole. Nie ruszyłam się jednak. - Aly. - Znów jej szept. Brak jakiejkolwiek reakcji. - Alice Katherine Dixon, radzę ci się ruszyć, bo i tak wiem, że nie śpisz, więc liczę do trzech. - Powiedziała i zaczęła odliczać. - TRZY! - krzyknęła i rzuciła się na mnie.
- Debilu! - Krzyknęłam leżąc pod ciężarem Nicole.Ona tylko uśmiechnęła się niewinnie. 
- Złaź ze mnie. - Powiedziałam, a na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Nie. - Powiedziała i pokazała mi język. 
- Pewna jesteś? - spytałam. Przyjaciółka skinęła głową. Zaczęłam ją łaskotać. Miotała się po łóżku, aż w końcu spadła. Zaczęłyśmy się śmiać. Wstałam z łóżka i podeszłam do biurka, a Nikki nadal leżała na podłodze. 
- Robię trolololoo na podłodze! - Wydzierała się i zaczęła turlać po ziemi. Przyturlała się pod moje stopy.
- Wstań. - Powiedziałam śmiejąc się z niej.
- O witaj Alice. - Zaśmiała się i poturlała znów w stronę łóżka. Wstała. Do pokoju weszła ciocia.
- Cześć dziewczyny. - powiedziała uśmiechając się ciepło. Opierała się dłońmi o futrynę drzwi. Ubrana w jej elegancki strój* wyglądała bardzo kobieco. Prowadziła kancelarię adwokacką więc musiała dobrze się prezentować, a ponieważ zarabiała wystarczająco dużo jej stroje były bardzo pięknie i orginalne.
- Cześć ciociu. - Powiedziałam uśmiechając się pogodnie.
- Dzień dobry. - Powiedziała siedząca na łóżku Nicole. 
- Idę do pracy. Śniadanie jest w kuchni. Leo jeszcze śpi, a wujek już pojechał. - Powiedziała.
- Dobrze. Dziękujemy. - Powiedziałam
- A tu masz pieniądze na zakupy. Kup sobie jakieś modne ubrania i bawcie się dobrze. - Powiedziała wręczając mi pieniądze.
- Dziękuję ciociu. - Uściskałam ją mocno. 
- No to ja lecę do pracy, bo nie chcę się spóźnić. - Pocałowała mnie w policzek. - Pa Alice, do zobaczenia Nicole. Mam nadzieję, że na obiad wpadniesz. - Uśmiechnęła się ciepło.
- Z miłą chęcią. Do widzenia. - Uśmiechnęła się. Ciocia wyszła z pokoju. Położyłam pieniądze na biurko, a potem podeszłam do szafy i otworzyłam ją. 
- Nie mam się w co ubrać. - Powiedziałam i skrzywiłam się. 
- Przestań. Zaraz coś znajdziemy. - Uśmiechnęła się i zaczęłyśmy przeszukiwać moje ubrania. Po pięciu minutach znalazłyśmy odpowiedni strój* .
- Dzięki. Możesz sobie też coś wybrać nie krępuj się. - Uśmiechnęłam się i z ubraniami w ręku poszłam do łazienki się ubrać. Umyta, ubrana, uczesana i pomalowana opuściłam łazienkę i wróciłam do pokoju. 
- Wybrałaś coś? - Zapytałam.
- Tak. - Powiedziała i poszła do łazienki.
- Kosmetyczka jest w łazience! - krzyknęłam za nią. Nikki skinęła głową. W czasie gdy Nicole się ubierała ja poszłam na dół. Na stole stał talerz z kanapkami. Wstawiłam wodę na kawę i poszłam do salonu. Po chwili zeszła do mnie Nikki. 
- i jak? - Zapytała prezentując się przede mną. 
- Bomba. - Uśmiechnęłam się. - Naprawdę fajny dobór stroju* 
- Dzięki. - Poszłyśmy do kuchni. Zalałam nam kawę. Z talerzem kanapek i kawą poszłyśmy do salonu. 
- No to co jedziemy na zakupy? - Zapytała wstawiając kubek po kawie do zmywarki. 
- No spoczi. Tylko pójdę po pieniądze. - Poszłam na górę zabrałam pieniądze, torebkę i zeszłam do Nikki. Wsiadłyśmy do jej auta i ruszyłyśmy. Po 20 minutach byłyśmy w galerii. Nicole co chwilę kazała mi przymierzać coś innego i ciągała po różnych sklepach. 
- Boże mam na dziś dość zakupów. - Powiedziałam popijając shake'a i patrząc na chyba 5 toreb z ubraniami. 
- Nie przesadzaj. Fajnie było. - Powiedziała uśmiechając się. - Patrz co za idioci! Tańczą w galerii. - Zaczęła się śmiać i pokazywała na kogoś za mną. Odwróciłam się. Zobaczyłam dwóch tańczących nastolatków. Zaczęłam się śmiać razem z Nikki. Po chwili jednak zorientowałam się że to Harry i Lou.
- Harry! Lou! Idioci! - krzyknęłam śmiejąc się. Chłopcy spojrzeli na mnie. Od razu podbiegli do nas. 
- Alice! - krzyknęli obaj chórem. Uściskali mnie.
- Paaaaaski! - krzyknął Lou wskazując na moją koszulkę. Zaśmiałam się. 
- Nikki to Harry i Lou. Panowie to Nikki. - Przedstawiłam ich sobie.
- Oddaj paski wandalu! - darł się Lou łapiąc za moją koszulkę i delikatnie podnosząc ją do góry.
- Louis! Uspokój się! - krzyknęłam na niego. Lou zrobił minę zbitego psiaka.
- przepraszam. Mamusiu wybacz mi. - klękną przede mną. Ludzie zaczęli się na nas gapić.
- Powiedź tak! - krzyknęła do nas jakaś staruszka i puściła mi oczko. Spojrzeliśmy w czwórkę na nią i zaczęliśmy się śmiać. 
- Lou wstań proszę. - Uśmiechnęłam się słodko. Zrobił smutną minę i wstał. Nicole patrzyła na nas jak na bandę kretynów.
- Z kim ja żyję?! - Stuknęła sie delikatnie w czoło i zaczęła śmiać. 
- Ej ale co myślicie o tej starszej pani. - Powiedział Harry pokazując nam około 60 kobietę.  Niezła co? - Zapytał unosząc brwi.
- Hazza czy ty chcesz mnie zdradzić z ostrą sześćdziesiątką?! - Udał obrażonego.
- Nie no skąd kociaku. - Harry złapał go za twarz i zaczęli udawać, że się całują. 
- Eeem zdradzić? Co wy geje? - Zapytała moja przyjaciółka. Chłopcy się zaśmiali. 
- My się po prostu kochamy. - Zrobił słodkie oczy Harry i pogłaskał Louis'a po głowie.
- Larry. - powiedzieli chórkiem.
- No to co oprócz tańca robicie tutaj? - zapytałam.
- Mieliśmy robić zakupy, ale za niedługo mamy próbę więc powinniśmy się już zbierać. - odparł Lou.
- Możemy was podwieźć. - rzuciła uśmiechając się Nikki. 
- To idziemy? - powiedział loczek.
- Ktoś może byłby łaskaw mi pomóc z torbami. - skrzywiłam się, a Lou do mnie podbiegł. 
- Ja ci pomogę o pani. - Wypowiedział to niemal jak poeta i pokłonił się. Zachichotałam. Poszliśmy do auta Nikki. 
- Siadam z przodu! - krzyknął Hazza. Z Louis'em wsiedliśmy na tyły samochodu.
- A kici kici. - Zaczął gadać od rzeczy Lou i łaskotać mnie. 
- Lou przestań! - Śmiałam się i rzucałam na tylnych siedzeniach. 
- Ja pierdole! Uspokójcie się! - Wrzasnęła Nicole. 
- Poczucia humoru za grosz. - Zbulwersował się Lou poprawiając włosy. Po paru minutach dojechaliśmy. 
- No to my będziemy się zbierać. - Powiedziałam wsiadając z powrotem do auta. 
- Nie zostaniecie na próbie? - Zapytał smutno Harry. 
- Gdyby nie było tam pewnego osobnika zostałabym z miłą chęcią. - Powiedziałam i skrzywiłam się na myśl o Zayn'ie.
- Oj no nie daj się prosić. - Złapał mnie za rękę Lou i patrzył prosto w oczy. - Poza tym ty już słyszałaś nasze piękne głosy, a Nicole nie miała tej przyjemności. - Uśmiechnął się szeroko. 
- Skromność. - skomentowała Nikki. - Ale ja chętnie posłucham ich. - Uśmiechnęła się szeroko. 
- Widzę, że zostałam przegłosowana. - Skrzywiłam się i ruszyłam w stronę domu Harry'ego. - No idziecie? - Rzuciłam wznosząc oczy do góry. Usłyszałam za sobą okrzyki radości.
- A jak będzie się czepiał to go zaatakuję marchewką. - Powiedział. Wziął mnie pod rękę i kiwnął głową słodko się uśmiechając.
- Nie poświęcisz marchewki! - Krzyknął Harry.
- Za Alice poświęcę wszystko! - Oburzył się. 
- Oooo Loui jesteś słodki! - Pocałowała go w policzek. Weszliśmy do słynnej piwnicy. 
- Cześć panowie! - krzyknęłam uśmiechając się szeroko.
- Alice! - Podbiegł Niall. Pocałował mnie w policzek. - Ugotujesz mi coś? Bo mama Hazzy nic nie zrobiła. - Posmutniał.
- Nie. - Zaśmiałam się. - Jeśli po próbie zasłużysz to moooże coś z tego będzie. - Niall zaczął skakać z radości i poszedł gdzieś przed siebie.
- Liam co ty robisz? - Zapytałam chłopaka siedzącego na podłodze.
- Eeem ja? - Odwrócił głowę w moją stronę. 
- Tak ty. - Powiedziałam.
- Bawi się toy story. - Powiedział brzdękając coś na gitarze Zayn. 
- Aha? - Powiedziałam. Zayn wstał i podszedł do mnie.
- Czaść. - Powiedział obejmując mnie w pasie i próbując pocałować w policzek. Odchyliłam się do tyłu po czym odepchnęłam jego ręce. 
- Czy ty chcesz żeby moja ręka znów powitała twój policzek? - Powiedziałam i skrzywiłam się. Popatrzał na mnie i bez słowa odszedł. 
- A tak w ogóle panowie to Nicole. - Powiedział Lou pokazując na rudowłosą dziewczynę. 
- Eeem no siemka. - Uśmiechnęła się. 
- Ugotujesz? - Zapytał Niall.
- Raczej nie. - Powiedziała Nikki. 
- Ja jestem Liam, a ten głodomor to Niall. - Zaśmiał się.
- Tsa miło poznać. - Machnęła do nich ręką. Chłopcy zaczęli próbę. Jednak nie przeprowadzić jej w spokoju bo Niall co chwilę narzekał, że jest głodny. 
- Wiecie co? Żeby on już dał spokój pójdę na górę do kuchni i coś ugotuję. - Powiedziałam. Wstałam i poszłam na górę. 
- Coś na szybko .. - Powiedziałam do siebie.
- Naleśniki. - Usłyszałam za sobą głos Zayn'a. 
- A ty czego chcesz? - Nie szczędziłam na niego chłodnego tonu. 
- No przyszedłem ci pomóc. - Uśmiechnął się uroczo stojąc obok. 
- Nie potrzebuję pomocy. A już na pewno nie twojej. 
- No przestań. Długo  będziemy żyli jak pies z kotem? - Powiedział obracając mnie ku sobie. 
- Nie dotykaj mnie. Myślisz że tak szybko ci wybaczę te głupie gadki na mój temat? - Założyłam ręce jedną na drugą i patrzyłam na niego wzrokiem pełnym wyrzutów.
- No wiem, że nie tak łatwo jest wybaczyć takie rzeczy, ale uwierz że to były tylko moje głupie gadki, że ja tak nie myślę. - Patrzał na mnie ciemnymi oczyma. 
Pomimo, że byłam na niego tak bardzo zła za to co mówił na mój temat pociągały mnie jego usta. Chciałam by przestał gadać i żeby mnie pocałował. Pociągał mnie cały. Jego cera, włosy ułożone w seksownym nieładzie, ciemne oczy to wszytko sprawiało, że jest tak niesamowicie seksowny. 
- Czyli żebym puściła to wszystko mimo uszu? - Wpatrywałam się w jego twarz czekając na odpowiedź. 
- I tak tego nie zrobisz prawda? - Odpowiedział pytaniem na pytanie.
- Nie. - Uśmiechnęłam się. 
- Ty! Ty się do mnie uśmiechasz! Cud! - Jego oczy zabłysnęły, a na ustach malował się szeroki uśmiech. 
- Widzisz? Potrafię się uśmiechać do takich palantów. 
- Tylko nie palant dobrze? 
- Bo co? 
- Chcesz się przekonać? 
- Dajesz! - Zaczął mnie łaskotać. Wyrywałam mu się śmiejąc przy tym głośno. 
- Dobra stop! Puść! Muszę zrobić te naleśniki! - Krzyczałam. Zayn trzymał mnie mocno w objęciach. 
- Nie puszczę cie! - Zbliżał się do mojej twarzy.
- Zayn to nie jest ... - Chciałam powiedzieć "śmieszne", ale Zayn całując mnie przerwał mi zdanie. 
- Nie możesz! - Wrzasnęłam, gdy tylko oderwał się od moich ust. Choć przecież w głębi właśnie tego pragnęłam. Pocałunku Zayn'a. 
- Nie mogłem się oprzeć. Zbyt mnie pociągasz. - Znów chciał mnie pocałować, jednak tym razem nie dałam mu się. 
- Przestań mnie całować! To że zaczęłam normalnie z tobą rozmawiać nie znaczy, że możesz pozwalać sobie na takie rzeczy! Jasne?! 
- Nie pierdol! Podobało ci się! - Uśmiechnął się zadziornie.
- To czy mi się podobało, a to że nie możesz na to sobie pozwalać to dwie różne sprawy! - Zbulwersowana krzyknęłam.
- Przepraszam. Zbyt pociągają mnie twoje usta. - Powiedział delikatnie gładząc mój policzek.
- Róbmy te naleśniki. - Powiedziałam odsuwając się od niego. Po jakimś czasie zrobiliśmy naleśniki, a Zayn poszedł zawołać Niall'a, Lou, Harry'ego, Nikki i Liam'a. 
- Żarełko! - Powiedział siadając przy stole Niall. 
- Tak specjalnie dla ciebie. - Powiedziałam nakładając mu jedzenie i uśmiechnęłam się. Po zjedzeniu pozmywaliśmy naczynia i wróciliśmy na próbę chłopców która tym razem poszła bez przeszkód. 


*************************************************


Dziękuję za przeczytanie. Nie mogłam odnaleźć w sobie pomysłu na napisanie, ale w końcu się udało :D 
Mam nadzieję, że się podoba :D 
Proszę o recenzje :D
Z góry dziękuję ; **

środa, 25 lipca 2012

# rozdział 2

*** Oczyma Alice ***


Leżałam w łóżku. Nie spałam już od 40 minut, ale nie chciało mi się wstawać. Usłyszałam jak drzwi na dole otwierają się. Usłyszałam głos Leo i niestety głos Zayn'a. W samej piżamie zeszłam na dół, aby jednak zjeść jakieś śniadanie.
- No siemasz piękna. - Powiedział Leo wstając i podchodząc do mnie. Uściskał mnie mocno i pocałował w policzek. 
- Siema przystojniaku. - Powiedziałam wtulona w jego ramiona. Oderwałam się od niego i poszłam w stronę kuchni.
- Cześć. - Powiedział siedzący na kanapie w salonie Zayn. 
- Cześć. - Powiedziałam ozięble.
- Chłodem powiało siostra. - zaśmiał się.
- Daj spokój. - znów oziębły ton. - Co ty tak późno wczoraj wróciłeś kuzynku? - zapytałam zaciekawiona. Odwróciłam się tyłem do blatu w kuchni i oparłam się o niego rękoma. 
- Bo był ze mną na jakże zacnej imprezce. Wiesz coś czego w twoim świecie nie ma. - Powiedział z dumą w głosie. Zmierzyłam go.
- Ciebie kretynie nie pytałam o zdanie. - Odwróciłam się do nich tyłem i zalałam sobie kawę. Zrobiłam płatki z mlekiem i siadłam w kuchni. Jedząc słyszałam jak ewidentnie Zayn próbuje mnie obgadywać, ale nie zwracałam na to uwagi. Pozmywałam po sobie naczynia.
- Niedługo może przyjść Nicole więc jeśli nie będę słyszeć otworzysz jej, prawda Leo? - Kuzyn skinął głową. Poszłam na górę, a za sobą usłyszałam głośny gwizd.
- Nie ma co fajna. - usłyszałam głos Zayn'a. Pokręciłam głową. Weszłam do swojego pokoju. Nadal nie mogła się przyzwyczaić, że tak duże pomieszczenie jest tylko dla mnie.
Podeszłam do szafy i kompletnie nie wiedziałam co mam ubrać. Wybrałam pierwsze lepsze łaszki i ubrałam się w nie. Poszłam do toalety się pomalować i uczesać. Gotowa zeszłam na dół. Usiadłam na fotelu, który był najdalej od Zayn'a. Nie chciałam być zbyt blisko niego. Oglądałam z nim i Leo powtórkę meczu Barcelona vs Madryt.
- No Messi strzelaj! - Wydarłam się do telewizora.
- To tylko powtórka. I tak niestety Barcelona wygra. - Powiedział Zayn.
- Masz coś do Barcy? - Zapytałam.
- No proszę cię. Najlepsi to oni nie są. - Rzucił.
- Dobra weź się schowaj leszczu. - Powiedział Leo. Zayn zaczął mierzyć na przemian mnie i Leo. Rozległo się pukanie do drzwi. 
- Otworzę. To na pewno Nicole. - Powiedziałam wstając. Zayn znów zaczął gwizdać. Otworzyłam drzwi.
- Surprise! - Powiedziała Nicole stojąca z wielkim uśmiechem na ustach. Trzymała w ręku małą torebeczkę. 
- Wejdź. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się. Przyjaciółka weszła do domu. Popatrzyłyśmy na siebie i rzuciłyśmy się sobie w ramiona. 
- Nie widziałam cię z 3? 4? miesiące. - Powiedziała Nikki. - A to taki mały prezencik. - Dałam mi torebeczkę i uśmiechnęła się. 
- Nie trzeba było. - Powiedziałam i przytuliłam ją raz jeszcze. 
- Dość tych lesbijskich scenek. - Powiedział Zayn. 
- Ciągnij się - Powiedziałam.
- Kto to? - Zapytała zachwycona jego wyglądem Nicole. 
- Przyjaciel Leo i Harry'ego. - Wzniosłam oczy do góry.
- Harry'ego? - Zapytała.
- No tak pamiętasz? Pisałam ci sms'a. Przyjaciel z dzieciństwa. - Nicole zrobiła coś w stylu " aaaa ... " i pokiwała głową. - Chodź usiądziemy. - Złapałam ją za rękę i usiadłyśmy w salonie z chłopakami. 
- Boże noga?! - powiedziała krzywiąc się.
- No to jakie macie plany na dziś? - Zapytał Leo. 
- No mamy iść do domu dziecka. - Powiedziałam.
- A co idziesz na stare śmieci? Już się stęskniłaś? - Powiedział chamsko Zayn. 
- Coś jeszcze kurwa?! Odpierdol się ode mnie! - krzyknęła i zerwałam się z fotela. 
- Ale ja tylko ... 
- Spierdalaj! - krzyknęłam zapłakana stojąc na schodach. Pobiegłam do swojego pokoju. Płakałam. Zayn mnie zranił tymi słowami. Słyszałam jak na dole Nikki i Leo drą się na Zayn'a " No idź ją przeproś!", " Zobacz co zrobiłeś idioto!". Nie chciałam jego przeprosin. Chciałam, żeby tylko dał mi spokój. Żeby się ode mnie odpieprzył. Po chwili krzyki ustały, a ja usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach. Siedziałam na łóżku, a twarz miałam skrytą w dłoniach. Usłyszałam jak drzwi od mojego pokoju są otwierane. Uniosłam głowę do góry i ujrzałam Zayn'a.
- Wypier ... 
- Zanim mnie zwyzywasz i wygonisz proszę wysłuchaj mnie. - przerwał mi.
- Czego kurwa?! - Powiedziała przez łzy.
- Ja naprawdę tak mnie myślę. - Podszedł bliżej do mnie. - Nie chciałem cię urazić. Ja po prostu ...
- Uznaję cię za głupią niunię z bidula. - Dokończyłam za niego.
- Właśnie nie! Kiedy tylko cię zobaczyłem spodobałaś mi się. Ale nie wiedziałem jak do ciebie dotrzeć.
- Nie no to zajebiście okazujesz uczucia. - na mojej twarzy pojawił się grymas.
- Ja się bałem, że ... że po raz kolejny ktoś mnie zrani. - Klęknął przede mną. Jego twarz zbliżała się do mojej. W pewnym momencie Zayn mnie pocałował. Miał słodkie usta, delikatne i miękkie. Nie powiem, że nie. Spodobał mi się ten pocałunek. Oderwał się od moich ust i uśmiechnął się. Patrzeliśmy sobie w oczy. Odwzajemniłam uśmiech.
- Aaaauć! - krzyknął łapiąc się za policzek po tym jak dostał ode mnie w twarz. - Za co?! - krzyknął.
- Za co? Ty się jeszcze pytasz za co?! Czy ty idioto myślisz, że jestem jak te twoje wszystkie niunie? Że nagadasz mi o tym, że bałeś się zranienia, że mnie pocałujesz i że będzie dobrze?! Może skoczmy od razu do łóżka, co?! 
- To co mam jeszcze zrobić, żebyś się na mnie już nie gniewała? Jak mam udowodnić, że tak nie myślę? - Zapytał. Widziałam w jego oczach, że mówi prawdę, ale nie mogłam dać się mu omamić. 
- Spieprzaj stąd! - krzyknęłam i pokazałam mu na drzwi. Zayn wstał pokręcił głową i wyszedł. Musiał się minąć z Nikki, bo usłyszałam jak mówiła słowo "PALANT". Weszła do mnie do pokoju.
- I jak lepiej? - Spytała.
- Tsaa ... Mi tak, ale nie wiem czy księciu przypadkiem mojej piątki na policzku nie będzie miał. - Rzuciłam wycierając oczy.
- Uderzyłaś go?! - Zaśmiała się. Skinęłam przytakująco. - Masz. - Wręczyła mi prezent, który przyniosła dla mnie. 
- Zapomniałam o tym. - Uśmiechnęłam się. Otworzyłam torebeczkę i zobaczyłam kolczyki* i bluzkę* .
- Oh Nicole! Dziękuję. - Uściskałam ją uśmiechając się. 
- Nie ma za co. - Powiedziała przytulając mnie.
- To jest niesamowite. Piękne! Boże Merlin Monroe! Dziękuję. Boże wiesz jak ją wielbię. - Zachwycałam się prezentem od niej.
- Tak, tak wiem. Dlatego ci to kupiłam. - Uśmiechnęła się. Siedziałyśmy w moim pokoju i rozmawiałyśmy.
- Miałyśmy gdzieś jechać. - Powiedziała Nicole, po naszej godzinnej rozmowie. 
- A no tak. Z tego wszystkiego. - Pokazałam na drzwi - Zapomniałam. To zbieraj się jedziemy. - Powiedziałam wstając i łapiąc za torebkę. Zeszłyśmy na dół.
- No to my jedziemy. - Powiedziałam do Leo, który siedział z Zayn'em w salonie.
- Okej. - Powiedział nawet nie odwracając się, machnął tylko ręką.
- Czekaj ... - Powiedział Zayn wstając. Kuzyn pociągnął go i posłał spojrzenie typu "daruj sobie stary" Zayn spojrzał na mnie.
- Nic się nie odzywaj. - Puściłam mu kolejne dziś pogardliwe spojrzenie i wyszłam z Nicole. Wsiadłyśmy do jej jeep'a* i pojechałyśmy do domu dziecka.
- Jesteśmy. - Powiedziała wyciągając kluczyki ze stacyjki. Wysiadłyśmy z auta, a przed sobą zobaczyłam placówkę. Weszłyśmy do środka. Zauważyła nas pani Martin. 
- Alice ty tutaj? - Powiedziała miło. 
- Dzień dobry. Tak przyszłam odwiedzić Annette. - Powiedziałam przytulając kobietę około pięćdziesiątki. 
- Annette siedzi na świetlicy z resztą dziewcząt. Chodźcie. - Powiedziała i poszła, a my za nią. - Annette. - Powiedziała pani Martin. Dziewczynka obróciła się i spojrzała na mnie. 
- Alice! - krzyknęła, a na jej słowa reszta dziewcząt obróciła się. 
- Obiecałam. - Powiedziałam przytulając ją. 
- Tak obiecałaś. - Powiedziała wtulona we mnie. Poszłyśmy na górę do pokoju Annette. Długo rozmawiałyśmy. Śmiałyśmy się. Pani Martin pozwoliła mi i Nicole zostać na kolacji. Po kolacji miałyśmy jechać. 
- Alice, przeczytasz nam bajkę na dobranoc? - Spytała 5letnia Olivia. Zawsze to robiłam więc zgodziłam się z miłą chęcią. Nicole poszła ze mną. Wszystkie dzieciaki zasiadły w świetlicy. Wybrałam bajkę i na zmianę z Nicole czytałyśmy. Po skończonej bajce dzieci podziękowały nam i pożegnały się z nami. Wsiadłyśmy do auta Nicole i pojechałyśmy do domu. Ciocia Eva zgodziła się, aby Nikki została na noc. Razem z rodziną siedzieliśmy do późna rozmawiając, śmiejąc się i  wspominając. 
*****************************************************************

 Kolejny rozdział już jest. I jak podoba się? Czekam na recenzję w komentarzach. 
Z góry dziękuję; <3 


A tak btw. gwiazdka " * " przy słowie oznacza, że jest to link ;D 

niedziela, 22 lipca 2012

# rozdział 1

**** Oczyma Alice ****
To miał być mój ostatni dzień w domu dziecka.
- Ostatni dzień. - Powiedziałam z dumą w głosie. Annette - koleżanka z pokoju spojrzała na mnie.
- Ty to masz szczęście. - Powiedziała z żalem w głosie.
- Nie martw się tobie też się uda. - Przytuliłam ją mocno.
- Ale ciebie zabiera rodzina, a ja takiej nie posiadam. - Rozpłakała się.
- Nie płacz na pewno będzie dobrze. Jeśli nie rodzina to może jacyś inni dobrzy ludzie. Jesteś jeszcze młodziutka.
- Tak wiem. Ty byłaś ode mnie rok starsza i tu trafiłaś. Ale obiecaj mi jedno. - 14letnia Annette złapała mnie za rękę.
- Słucham?
- Obiecaj, że choć czasem mnie odwiedzisz, dobrze? - Mówiła płacząc. Pomimo różnicy wieku byłyśmy ze sobą bardzo zżyte. Przytuliłam ją znów i pogłaskałam po głowie.
- Obiecuję kochanie. - Oderwała się ode mnie, a ja ucałowałam ją w czoło. Do pokoju weszła pani Martin.
- Alice twoja ciocia już przyjechała po ciebie. - Ostatni raz uściskałam się z Annette, wzięłam swoją walizkę i wyszłam z pokoju za panią Martin. Zeszłyśmy po schodach na dół. Stanęłam przed gabinetem dyrektora i czekałam z walizką na ciocię Eva'e. Przez uchylone drzwi widziałam jak ciotka podpisuje jakieś papiery. Po 5 minutach wyszła z gabinetu.
- Alice! - powiedziała głośno i przytuliła mnie. Cieszyłam się, że jest, że mnie zabiera.
- Ciociu! - powiedziałam z radością. Rozpłakałyśmy się obie. - Dziękuję! Dziękuję, że mnie zabierzesz. Dziękuję. - Wtuliłam się w nią i płakałam z radości.
- Już dobrze kochana. Nie płacz. Już dobrze. - Złapała mnie za rękę i pociągnęła do samochodu. Wychodząc z placówki odwróciłam się i spojrzałam na budynek.
- Żegnam. - Powiedziałam dumna i wsiadłam do auta. Podczas jazdy rozmawiałyśmy z ciocią o wszystkim, tylko nie o śmierci rodziców. W końcu dojechałyśmy do domu. Wysiadłam. Wyciągnęłam walizkę z tylnego siedzenia. Ciocia otworzyła drzwi, a przed moimi oczyma ukazał się piękny salon.
- Wow! Tu jest pięknie. - Powiedziałam. Ciocia przytuliła mnie i powiedziała

- To jest już także twój dom. - Uśmiechnęłam się.
- Dziękuję. - Powiedziałam. Dziękowała cioci co chwilę. Miałam za co, przecież w końcu zabrała mnie z bidula.
- Chodź zaprowadzę cię do twojego pokoju. - Powiedziała i wzięła moją walizkę. Poszła na górę, a ja za nią. Eva stanęła przed drzwiami.
- No proszę wchodź. - Powiedziała szeroko się uśmiechając. - Mam nadzieję, że ci się spodoba. - dodała szybko. Uśmiechnęłam się do niej i nacisnęłam klamkę. Ujrzałam swój nowy pokój. 

- Wow! - krzyknęłam. Weszłam do środka i zaczęłam wszystko dokładnie oglądać. 
- Podoba ci się? - Podeszła do mnie i gładziła moje plecy. 
- Ciociu. Jest wspaniały. - Uściskałam ją mocno.
- Chciałam ci kupić parę ubrań, ale nie wiedziałam jaki masz rozmiar więc na zakupy pójdziemy kiedy indziej, dobrze? 
- Ciociu nie trzeba, naprawdę już wiele dla mnie zrobiłaś. 
- Ależ nie ma o czym mówić kochanie. Od tego jest rodzina. - Przytuliła mnie. Rozglądałam się po pokoju znów.
- Tommy. - Powiedziałam, a oczy napełniły mi łzy.
- Tak. Nie miałam zdjęć twoich rodziców, a zdjęcia Tommy'ego znalazłam w waszym mieszkaniu. Jeśli cię uraziłam stawiając to zdjęcie to przepraszam, mogę je zabrać. 

- Nie ciociu. Jest dobrze. To ja mu je zrobiłam. To zdjęcie. Biegał po kałużach i wyglądał tak słodko. - Zaczęłam szlochać. Spojrzałam na półkę wyżej. Stało tam zdjęcie, kolejne, ale na nim byłam razem z Tommy'm.
- A to kiedy zostało zrobione? - Zapytała podchodząc bliżej i wskazując na zdjęcie.
- Pamiętasz jak pojechaliśmy całymi rodzinami nad jezioro? - ciotka skinęła głową. - Ja z Tommy'm i Leo'em poszliśmy wieczorem na spacer. Leo powiedział, że ładnie by wyglądało właśnie takie zdjęcie i zrobił je nam. - Wspominałam to wszystko nie tylko słowami, czułam, że znów jestem z moim 5letnim braciszkiem. Słyszałam znów jego słodki śmiech. Zaczęłam płakać.
- Nie płacz. Wiem, że ci bez nich ciężko, ale przeżyłaś te 2 lata w domu dziecka, przeżyjesz kolejne lata z nami. Wszystko będzie dobrze tylko nie płacz. - Ciocia pocałowała mnie w policzek. - Zaraz zrobię coś do jedzenia. Zawołam cię. - Powiedziała i wyszła z pokoju. Zostałam sama. Zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy. Po 15 minutach usłyszałam głos Eva'y, która wołała mnie na obiad. Zeszłam do niej. Zjadłyśmy wspólnie obiad. Wzięłam naczynia i pozmywałam po nas.
- Mogę iść na cmentarz? - zapytałam niepewnie siedząc obok ciotki. 
- Oczywiście, że tak. Zawieść cię? 
- Nie nie trzeba pójdę na pieszo i tak nie jest to aż tak daleko. 
- Alice tylko proszę uważaj na siebie i wróć na kolację, na 19, dobrze? - Skinęłam głową. - Zrobiło się zimno weź bluzę Leo. - Rzuciła mi jego bejsbolówkę. 
- Dziękuję. - Wyszłam z domu. Po 20 minutach doszłam do cmentarza. Kupiłam po drodze 3 znicze i kwiaty. Klęknęłam przy grobach rodziny. Wyciągnęłam zapałki z kieszeni i zapaliłam znicze. Postawiłam 2 na wspólnym grobie rodziców i 1 przy grobie mojego braciszka.
- Mamo, tato, Tommy. Wiedźcie, że postaram się być szczęśliwą. Dziś ciocia Eva zabrała mnie z bidula. Czy to nie cudownie? Urządziła mi piękny pokój. Nie wiedziałam się jeszcze ani z wujem, ani z Leo, ani ze znajomymi. Tommy! Ciocia postawiła w moim pokoju twoje zdjęcia. Niestety rodziców nie miała. - klęknęłam przy grobach. - Brakuje mi was. Tak bardzo! Dlaczego?! Dlaczego nie pojechałam z wami do tego pieprzonego domku?! Nie zginęłam z wami?! Dlaczego mnie zostawiliście?! Błagam wróćcie! Obiecuję! Będę dobra! Już nigdy nie będę pyskować, tylko wróćcie! Mamo. Krzycz na mnie, że znów nie pościeliłam łóżka, że za późno wróciłam. Krzycz na mnie za byle co tylko błagam wróć. Tato. Przytul mnie tak jak zawsze. Mów mi, że na chłopaków przyjdzie czas jak wtedy, gdy zobaczyłeś mnie z Patrick'em. Wróć! Tommy. Przeszkadzaj mi we wszystkim. Budź mnie rano w weekendy, drzyj mi się do ucha i przytulaj się do mnie jak dostaniesz opieprz od rodziców tylko błagam wróć. Wróćcie. Kocham was. - Przez łzy prowadziłam nadal monolog. Klęczałam przy grobach i ryczałam. Mój monolog był strasznie długi, trwał z godzinę lub 2. W pewnym momencie moje słowa ucichły i słychać było tylko płacz. Nie odzywałam się ani słowem. Kolejne 15 minut, a ja byłam w rozsypce i płakałam. Kątem oka zobaczyłam, że w pewnym momencie ktoś stawia znicz przy grobie rodziców. Uniosłam głowę do góry i zobaczyłam rozświetloną, znajomą twarz. Zielone oczy, uroczy uśmiech i dołeczki. Loczki na głowie.
- Alice, wszystko okej? - Zwrócił się do mnie Harry, mój przyjaciel z dzieciństwa. 

- Tak. Co ty tu robisz? - Zapytałam ocierając łzy. Harry pomógł mi wstać. 
- Przychodzę tu od czasu do czasu. Bardzo lubiłem twoich rodziców i Tommy'ego. Z resztą sama wiesz. - Uśmiechną się. Staliśmy obok siebie w niezręcznej ciszy. 
- Harry - powiedziałam cichutko.
- Tak? - Spojrzał na mnie. 

- Dobrze cię widzieć. - uśmiechnęłam się nieznacznie. 
- Ciebie też. Nie widzieliśmy się od rocznicy śmierci. 
- Tsaa. - westchnęłam. 
- Więc uciekłaś z domu dziecka? - zapytał.
- Nie. Dziś ciotka Eva mnie zabrała, jej i wujkowi Simon'owi przyznali prawa do mnie, po roku walki w sądach. 
- Cieszysz się co? 
- Tak. 
- Powiedziałaś to bez entuzjazmu. - zaśmiał się. 
- No bo jak mam być szczęśliwa?! No jak? Mam żyć ze świadomością, że już nigdy nie zobaczę moich rodziców, ani braciszka? Chcę umrzeć Harry! - powiedziawszy to znów zapłakana wtuliłam się w ramiona Harry'ego.
- Aly nie płacz. Wiem, że pewnie wszyscy mówią to samo. Ale uwierz będzie dobrze. Dostałaś szansę i musisz ją wykorzystać. Pomogę ci w każdej chwili twojego życia tylko błagam nie płacz, bo jako przyjacielowi łamie mi to serce. - Gładził moje włosy. Powiedział do mnie "Aly" tak mówił tylko on i tata. Nikt poza nimi.
- No właśnie. Wszyscy mówią, że będzie dobrze, ale ja wiem, że nie będzie. - Zanosiłam sie płaczem.
- Proszę nie płacz. - Przytulił mnie mocniej. - Zmarzłaś, zabiorę cię do siebie, a potem odwiozę, dobrze? - Nie odezwałam się ani słowem, ale Harry, jako mój przyjaciel rozumiał bez słów, że zgadzam się na to co właśnie proponuje. Wlekłam się za nim do auta. W pewnym momencie Zadzwonił telefon Hazzy. 
- Tak?
- ...........
- Na cmentarzu, spotkałem przyjaciółkę.
- ...........
- U mnie!
- ............
- No to jedźcie, spotkamy się u mnie.
- .............
- Narazie. - Harry schował telefon do kieszeni. Otworzył mi drzwi od auta. Wsiadłam.
- Harry kto dzwonił? - Zapytałam, ponieważ ciekawość mnie zżerała czy przypadkiem mój przyjaciel nie ma dziewczyny.
- Przyjaciel z zespołu. Pamiętasz opowiadałem ci rok temu na rocznicy. - Spojrzał na mnie przelotnie, bo prowadził auto.
- Wybacz, ale nie pamiętam.
- Rozumiem. To była rocznica śmierci twoich rodziców, a ja zanudzałem cię swoim zespołem. - Uśmiechnął się. Po 10 minutach dojechaliśmy pod dom Harry'ego.
- Nic tu się nie zmieniło. - Rzuciłam.
- Chodź mama na pewno się ucieszy jak cię zobaczy. - Weszliśmy do domu. - Mamo! - krzyknął. - Zobacz kogo przywiozłem! - Po chwili z kuchni wyszła pani Styles.
- Alice miło cię widzieć. - Przytuliła mnie.
- Panią też. - Uśmiechnęłam się.
- Harry. Koledzy czekają na ciebie w piwnicy. - Zaśmiała się. " W piwnicy? Co oni robią w piwnicy?" Pomyślałam. Harry pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do rzekomej piwnicy. Zeszliśmy na dół. Nie wyglądał to raczej jak piwnica. Było to coś w stylu jakiegoś mini domowego studia na próby zespołu. 2 kanapy, a na nich rozwaleni 4 kolesie. Jeden wcinał marchewkę, drugi czytał gazetę, trzeci nie wyrabiał ze śmiechu oglądając jakiś durny serial i czwarty poprawiał włosy. Harry poszedł się z nimi przywitać, a ja stałam przy drzwiach. Włożyłam ręce w kieszenie, uniosłam ramiona.
- Cześć. - powiedziałam cicho jednak oni i tak mnie usłyszeli. Obrócili się i patrzeli a mnie. 
- A to kto? - Zapytał chłopak, który poprawiał sobie wcześniej fryzurę.
- A to jest Alice. Alice to moi przyjaciele. - powiedział i uśmiechnął się. 
- Jestem Louis. - Podszedł do mnie przeżuwając marchew.
- Ja Liam. - Odłożył gazetę, podszedł do mnie i podał mi rękę. 
- Ja Niall, ale mój na mnie Głodomorek. - Uśmiechnął się słodko, a w jego głosie usłyszałam irlandzki akcent.
- A ja Zayn. Eeej ja skądś znam tę bejsbolówkę. - podszedł do mnie i złapał za krawędź bejsbolówki.
- Może dlatego, że to bejsbolówka Leo. - Powiedział Harry.
- Co? On by dziewczynie bluzy nie oddał. - Oburzył się.
- Bo to jego kuzynka idioto. - Dodał Harry.
- I mi by nie powiedział o niej? Że ma przyjechać? - kontynuował Zayn
- A co miał ci powiedzieć, że jego kuzynka z bidula wychodzi?! - oburzyłam się. Irytował mnie ten cały Zayn. To jak mówił, jakim tonem. Coś okropnego. Musiał wiedzieć wszystko. 
- Dobra daj dziewczynie spokój. Zaczynamy próbę? - Powiedział Liam. Chłopcy ustawili się w rzędzie i zaczęli śpiewać. Ćwiczyli przez ok 40 minut bezustannie.Kiedy skończyli podbiegła do Harry'ego i przytuliłam go. 
- Boże Harry! Jesteś cudowny! A wy chłopaki?! Wow! To jak delikatne śpiewacie, jak pięknie niesiecie słowa i jak łatwo można z waszych oczu wyczytać uczucia. To jest mega piękne. - Zachwycałam się nimi.
- Czy ty w ogóle dziewczyno znasz się na muzyce? - Przerwał mi Zayn.
- Wiesz co?! Odpieprz się ode mnie! Od kiedy się pojawiłam jesteś wredny i arogancki! Ciągle ci przeszkadzam i nie pasuję! Następnym razem nie przyjadę na tę waszą próbę!
- No bo ... - Chciał coś powiedzieć Zayn.
- I do cholery nie przerywaj mi jak mówię bo nie skończyłam! Widać po tobie, że jesteś próżny więc wypchaj się sobą! Widać również, że dziewczyny nie masz! I dobrze, bo nie wiem czy jest na świecie tak głupia dziewczyna, żeby związać się z takim kretynem i palantem jak ty! Więc przytul się do swojego lustrzanego odbicia, bo tylko ono cię chce i weź się zamknij! A teraz, ponieważ dochodzi 19 muszę jechać do domu, bo ciocia robi kolację, więc poproszę cię Harry, odwieź mnie do domu. - Chciałam już wyjść, gdy usłyszałam głos Liam'a.
- Z nami się nie pożegnasz? - Zapytał wyciągając ręce w moim kierunku. Podeszłam do niego. Uściskałam go Niall'a i Louis'a. Zayn'owi posłałam pogardliwe spojrzenie i poszłam na górę. Pożegnała się z mamą Harry'ego i czekałam na niego przed autem. Harry po chwili pojawił się z kluczykami, otworzył auto. Wsiedliśmy i pojechaliśmy do domu cioci Eva'y. Dojechaliśmy pod dom.
- Alice. Przepraszam za Zayn'a. 
- Ty za niego nie przepraszaj. To on zachował się jak dupek, nie ty. 
- On taki jest. - Rzucił.
- No, ale nawet mnie nie poznał, a już mnie wkurza, nie no dobry koleś nie powiem, że nie. - Mówiłam nadal oburzona. 
- Ja już będę leciał. - Powiedział i uściskał mnie. Weszłam do domu. Zjadłam kolację z ciocią, bo ani wuja, ani Leo jeszcze nie było. Poszłam na górę. Przebrałam się, umyłam. Zaczęłam pisać sms'y z Nicole, umawiając się na następny dzień. Wzięłam do ręki zdjęcie brata, położyłam się z nim na łóżku. Pocałowałam fotografię, a potem położyłam na poduszce obok.
- Brakuje mi ciebie maluszku. - Powiedziałam przez łzy. Znów zaczęłam wspominać. W pewnym momencie usnęłam. 

****************************
Witam w nowym blogu. Czekam na recenzję. Dziękuję za uwagę, kolejny już niedługo. 

sobota, 21 lipca 2012

Prolog

*** 2 lata wcześniej ***
*Kartki z pamiętnika Alice*
12 czerwca.
Wczoraj popołudniu rodzice z Tommy'm pojechali do naszego domku w lesie. Ja nie pojechałam. Chciałam zostać w domu, nie lubię tam jeździć. Jest tam wilgotno, zimno i tak dziwnie. Jednak zaczynam się martwić, bo jest już po 21, a ich nadal nie ma.

13 czerwca.
Nienawidzę tego świata! Wczoraj o 23 ciocia Eva przyjechała do mnie i powiedziała, że moi rodzice i Tommy nie żyją. Mieli wypadek. Boże! Dlaczego zabrałeś ich, właśnie ich?! Dlaczego moi rodzice, dlaczego Tommy?! Dlaczego nie ja?! I co ja teraz zrobię?! Gdzie ja się podzieję?! Jak ja sobie bez nich poradzę?! Chcę umrzeć! Nie chcę żyć bez nich! Potrzebuję ich! Oddajcie mi rodzinę! ... 

18 czerwca. 
Dziś był pogrzeb. Pochowałam właśnie ludzi mi najbliższych. W wieku 15 lat straciłam rodzine .Na pogrzebie byli wszyscy. Rodzina, znajomi. Po całej ceremonii, gdy zostałam jeszcze przy grobach rodziny podszedł do mnie Harry. Próbował podtrzymać mnie na duchu, ale nie udało mu się, tym bardziej, że zostanę umieszczona w domu dziecka, ponieważ nie ma kto się mną zająć. Ciotka Eva i wuj Simon właśnie się przeprowadzają, a poza nimi nie mam nikogo. 

****************************************************
Mam nadzieję, że wprowadzenie choć trochę was zaciekawi. Dziękuję. ; *

Bohaterowie


Alice Katherine Dixon -(17lat) 2 lata temu trafiła do domu dziecka, po śmierci rodziców. Nie lubi  o sobie opowiadać. Szczera, wygadana, pyskata. Bywa pozytywie zakręcona. Przyjaźni się z Nicole i tylko jej może na 100% zaufać. Marzy o aktorstwie. 
 Nicole Monic Palmer - (17lat) Przyjaźni się z Alice. Jest otwarta. Często swoje zdanie trzyma tylko dla siebie. Ma szczęśliwą kochającą się rodzinę. Przyjaźni się z Alice od podstawówki. Bywa szalona. Nicole jest raczej optymistką i do wszystkiego podchodzi z uśmiechem i pozytywną energią. Marzy by zostać najlepszą w świecie projektantką mody. 
Liam James Payn - (19lat) Rozważny, zabawny, miły. Optymistycznie nastawiony do świata. Zawsze twierdzi, że "Będzie dobrze". Potrafi wyjść z każdej sytuacji i pomaga przyjaciołom. Przyjaźni się z Harry'm, Niall'em, Louis'em i Zayn'em, razem z nimi tworzy zespół "One Direction". Jeszcze nigdzie tak naprawdę nie zabłysnęli, ale mają zamiar iść do x factor'a. Pragnie otworzyć hodowlę żółwi i fabrykę widelców które będą miały zastąpić łyżeczki.


Niall James Horan - (19lat) Uroczy Irlandczyk, który kocha jeść. Miły, sympatyczny. Uwielbia grać na gitarze i raczej jest najcichszy z zespołu udziela się tylko w ważnych sprawach, jednak często dostaje napadów śmiechu. Chce, aby "Nandos" otworzyli w każdym mieście świata tylko po to by móc jeść je zawsze i wszędzie.

 Louis William Tomlinson (20lat) i Harold Edward Sytles (18lat) Najlepsi przyjaciele z całego zespołu. Obaj są jak rozpuszczone dzieciaki, które chcą się ciągle bawić. Mają podobne charaktery. Zabawni, słodcy, sympatyczni. Nazywają ich Larry ( połączenie Lou i Harry) .  Harry jest starym znajomym Alice. Poznali się 13 lat temu przez rodziców.





Zayn Javadd Malik - (19lat) Zadufany w sobie. Wulgarny, pyskaty, szczery. Dąży do celu za wszelką cenę.  Pomimo swojej próżności, gdy widzi ludzi w potrzebie pomaga im i potrafi współczuć. Żaden z jego związków nie był szczery bo jak twierdzi żadna z nich nie była TĄ. Na jednej z imprez poznał Leo, od tamtej pory mają ze sobą bobry kontakt. 

Leo Philip Baker - (18lat) Kuzyn Alice. Jest jedynakiem przez co czasem zachowuje się jak rozpuszczony dzieciak. Jeśli ktoś jest dla niego dobry odwzajemnia to, jednak jeśli ktoś jest wredny i on potrafi taki być. Pewny siebie. Zna się z Zayn'em i uważa go za świetnego kolegę.


Simon Baker - wujek Alice, tata Leo
Eva Baker - ciotka Alice, mama Leo