To miał być mój ostatni dzień w domu dziecka.
- Ostatni dzień. - Powiedziałam z dumą w głosie. Annette - koleżanka z pokoju spojrzała na mnie.
- Ty to masz szczęście. - Powiedziała z żalem w głosie.
- Nie martw się tobie też się uda. - Przytuliłam ją mocno.
- Ale ciebie zabiera rodzina, a ja takiej nie posiadam. - Rozpłakała się.
- Nie płacz na pewno będzie dobrze. Jeśli nie rodzina to może jacyś inni dobrzy ludzie. Jesteś jeszcze młodziutka.
- Tak wiem. Ty byłaś ode mnie rok starsza i tu trafiłaś. Ale obiecaj mi jedno. - 14letnia Annette złapała mnie za rękę.
- Słucham?
- Obiecaj, że choć czasem mnie odwiedzisz, dobrze? - Mówiła płacząc. Pomimo różnicy wieku byłyśmy ze sobą bardzo zżyte. Przytuliłam ją znów i pogłaskałam po głowie.
- Obiecuję kochanie. - Oderwała się ode mnie, a ja ucałowałam ją w czoło. Do pokoju weszła pani Martin.
- Alice twoja ciocia już przyjechała po ciebie. - Ostatni raz uściskałam się z Annette, wzięłam swoją walizkę i wyszłam z pokoju za panią Martin. Zeszłyśmy po schodach na dół. Stanęłam przed gabinetem dyrektora i czekałam z walizką na ciocię Eva'e. Przez uchylone drzwi widziałam jak ciotka podpisuje jakieś papiery. Po 5 minutach wyszła z gabinetu.
- Alice! - powiedziała głośno i przytuliła mnie. Cieszyłam się, że jest, że mnie zabiera.
- Ciociu! - powiedziałam z radością. Rozpłakałyśmy się obie. - Dziękuję! Dziękuję, że mnie zabierzesz. Dziękuję. - Wtuliłam się w nią i płakałam z radości.
- Już dobrze kochana. Nie płacz. Już dobrze. - Złapała mnie za rękę i pociągnęła do samochodu. Wychodząc z placówki odwróciłam się i spojrzałam na budynek.
- Żegnam. - Powiedziałam dumna i wsiadłam do auta. Podczas jazdy rozmawiałyśmy z ciocią o wszystkim, tylko nie o śmierci rodziców. W końcu dojechałyśmy do domu. Wysiadłam. Wyciągnęłam walizkę z tylnego siedzenia. Ciocia otworzyła drzwi, a przed moimi oczyma ukazał się piękny salon.
- Wow! Tu jest pięknie. - Powiedziałam. Ciocia przytuliła mnie i powiedziała
- To jest już także twój dom. - Uśmiechnęłam się.
- Dziękuję. - Powiedziałam. Dziękowała cioci co chwilę. Miałam za co, przecież w końcu zabrała mnie z bidula.
- Chodź zaprowadzę cię do twojego pokoju. - Powiedziała i wzięła moją walizkę. Poszła na górę, a ja za nią. Eva stanęła przed drzwiami.
- No proszę wchodź. - Powiedziała szeroko się uśmiechając. - Mam nadzieję, że ci się spodoba. - dodała szybko. Uśmiechnęłam się do niej i nacisnęłam klamkę. Ujrzałam swój nowy pokój.
- Podoba ci się? - Podeszła do mnie i gładziła moje plecy.
- Ciociu. Jest wspaniały. - Uściskałam ją mocno.
- Chciałam ci kupić parę ubrań, ale nie wiedziałam jaki masz rozmiar więc na zakupy pójdziemy kiedy indziej, dobrze?
- Ciociu nie trzeba, naprawdę już wiele dla mnie zrobiłaś.
- Ależ nie ma o czym mówić kochanie. Od tego jest rodzina. - Przytuliła mnie. Rozglądałam się po pokoju znów.
- Tommy. - Powiedziałam, a oczy napełniły mi łzy.
- Tak. Nie miałam zdjęć twoich rodziców, a zdjęcia Tommy'ego znalazłam w waszym mieszkaniu. Jeśli cię uraziłam stawiając to zdjęcie to przepraszam, mogę je zabrać.
- Nie ciociu. Jest dobrze. To ja mu je zrobiłam. To zdjęcie. Biegał po kałużach i wyglądał tak słodko. - Zaczęłam szlochać. Spojrzałam na półkę wyżej. Stało tam zdjęcie, kolejne, ale na nim byłam razem z Tommy'm.
- A to kiedy zostało zrobione? - Zapytała podchodząc bliżej i wskazując na zdjęcie.
- Pamiętasz jak pojechaliśmy całymi rodzinami nad jezioro? - ciotka skinęła głową. - Ja z Tommy'm i Leo'em poszliśmy wieczorem na spacer. Leo powiedział, że ładnie by wyglądało właśnie takie zdjęcie i zrobił je nam. - Wspominałam to wszystko nie tylko słowami, czułam, że znów jestem z moim 5letnim braciszkiem. Słyszałam znów jego słodki śmiech. Zaczęłam płakać.
- Nie płacz. Wiem, że ci bez nich ciężko, ale przeżyłaś te 2 lata w domu dziecka, przeżyjesz kolejne lata z nami. Wszystko będzie dobrze tylko nie płacz. - Ciocia pocałowała mnie w policzek. - Zaraz zrobię coś do jedzenia. Zawołam cię. - Powiedziała i wyszła z pokoju. Zostałam sama. Zaczęłam rozpakowywać swoje rzeczy. Po 15 minutach usłyszałam głos Eva'y, która wołała mnie na obiad. Zeszłam do niej. Zjadłyśmy wspólnie obiad. Wzięłam naczynia i pozmywałam po nas.
- Mogę iść na cmentarz? - zapytałam niepewnie siedząc obok ciotki.
- Oczywiście, że tak. Zawieść cię?
- Nie nie trzeba pójdę na pieszo i tak nie jest to aż tak daleko.
- Alice tylko proszę uważaj na siebie i wróć na kolację, na 19, dobrze? - Skinęłam głową. - Zrobiło się zimno weź bluzę Leo. - Rzuciła mi jego bejsbolówkę.
- Dziękuję. - Wyszłam z domu. Po 20 minutach doszłam do cmentarza. Kupiłam po drodze 3 znicze i kwiaty. Klęknęłam przy grobach rodziny. Wyciągnęłam zapałki z kieszeni i zapaliłam znicze. Postawiłam 2 na wspólnym grobie rodziców i 1 przy grobie mojego braciszka.
- Mamo, tato, Tommy. Wiedźcie, że postaram się być szczęśliwą. Dziś ciocia Eva zabrała mnie z bidula. Czy to nie cudownie? Urządziła mi piękny pokój. Nie wiedziałam się jeszcze ani z wujem, ani z Leo, ani ze znajomymi. Tommy! Ciocia postawiła w moim pokoju twoje zdjęcia. Niestety rodziców nie miała. - klęknęłam przy grobach. - Brakuje mi was. Tak bardzo! Dlaczego?! Dlaczego nie pojechałam z wami do tego pieprzonego domku?! Nie zginęłam z wami?! Dlaczego mnie zostawiliście?! Błagam wróćcie! Obiecuję! Będę dobra! Już nigdy nie będę pyskować, tylko wróćcie! Mamo. Krzycz na mnie, że znów nie pościeliłam łóżka, że za późno wróciłam. Krzycz na mnie za byle co tylko błagam wróć. Tato. Przytul mnie tak jak zawsze. Mów mi, że na chłopaków przyjdzie czas jak wtedy, gdy zobaczyłeś mnie z Patrick'em. Wróć! Tommy. Przeszkadzaj mi we wszystkim. Budź mnie rano w weekendy, drzyj mi się do ucha i przytulaj się do mnie jak dostaniesz opieprz od rodziców tylko błagam wróć. Wróćcie. Kocham was. - Przez łzy prowadziłam nadal monolog. Klęczałam przy grobach i ryczałam. Mój monolog był strasznie długi, trwał z godzinę lub 2. W pewnym momencie moje słowa ucichły i słychać było tylko płacz. Nie odzywałam się ani słowem. Kolejne 15 minut, a ja byłam w rozsypce i płakałam. Kątem oka zobaczyłam, że w pewnym momencie ktoś stawia znicz przy grobie rodziców. Uniosłam głowę do góry i zobaczyłam rozświetloną, znajomą twarz. Zielone oczy, uroczy uśmiech i dołeczki. Loczki na głowie.
- Alice, wszystko okej? - Zwrócił się do mnie Harry, mój przyjaciel z dzieciństwa.
- Tak. Co ty tu robisz? - Zapytałam ocierając łzy. Harry pomógł mi wstać.
- Przychodzę tu od czasu do czasu. Bardzo lubiłem twoich rodziców i Tommy'ego. Z resztą sama wiesz. - Uśmiechną się. Staliśmy obok siebie w niezręcznej ciszy.
- Harry - powiedziałam cichutko.
- Tak? - Spojrzał na mnie.
- Dobrze cię widzieć. - uśmiechnęłam się nieznacznie.
- Ciebie też. Nie widzieliśmy się od rocznicy śmierci.
- Tsaa. - westchnęłam.
- Więc uciekłaś z domu dziecka? - zapytał.
- Nie. Dziś ciotka Eva mnie zabrała, jej i wujkowi Simon'owi przyznali prawa do mnie, po roku walki w sądach.
- Cieszysz się co?
- Tak.
- Powiedziałaś to bez entuzjazmu. - zaśmiał się.
- No bo jak mam być szczęśliwa?! No jak? Mam żyć ze świadomością, że już nigdy nie zobaczę moich rodziców, ani braciszka? Chcę umrzeć Harry! - powiedziawszy to znów zapłakana wtuliłam się w ramiona Harry'ego.
- Aly nie płacz. Wiem, że pewnie wszyscy mówią to samo. Ale uwierz będzie dobrze. Dostałaś szansę i musisz ją wykorzystać. Pomogę ci w każdej chwili twojego życia tylko błagam nie płacz, bo jako przyjacielowi łamie mi to serce. - Gładził moje włosy. Powiedział do mnie "Aly" tak mówił tylko on i tata. Nikt poza nimi.
- No właśnie. Wszyscy mówią, że będzie dobrze, ale ja wiem, że nie będzie. - Zanosiłam sie płaczem.
- Proszę nie płacz. - Przytulił mnie mocniej. - Zmarzłaś, zabiorę cię do siebie, a potem odwiozę, dobrze? - Nie odezwałam się ani słowem, ale Harry, jako mój przyjaciel rozumiał bez słów, że zgadzam się na to co właśnie proponuje. Wlekłam się za nim do auta. W pewnym momencie Zadzwonił telefon Hazzy.
- Tak?
- ...........
- Na cmentarzu, spotkałem przyjaciółkę.
- ...........
- U mnie!
- ............
- No to jedźcie, spotkamy się u mnie.
- .............
- Narazie. - Harry schował telefon do kieszeni. Otworzył mi drzwi od auta. Wsiadłam.
- Harry kto dzwonił? - Zapytałam, ponieważ ciekawość mnie zżerała czy przypadkiem mój przyjaciel nie ma dziewczyny.
- Przyjaciel z zespołu. Pamiętasz opowiadałem ci rok temu na rocznicy. - Spojrzał na mnie przelotnie, bo prowadził auto.
- Wybacz, ale nie pamiętam.
- Rozumiem. To była rocznica śmierci twoich rodziców, a ja zanudzałem cię swoim zespołem. - Uśmiechnął się. Po 10 minutach dojechaliśmy pod dom Harry'ego.
- Nic tu się nie zmieniło. - Rzuciłam.
- Chodź mama na pewno się ucieszy jak cię zobaczy. - Weszliśmy do domu. - Mamo! - krzyknął. - Zobacz kogo przywiozłem! - Po chwili z kuchni wyszła pani Styles.
- Alice miło cię widzieć. - Przytuliła mnie.
- Panią też. - Uśmiechnęłam się.
- Harry. Koledzy czekają na ciebie w piwnicy. - Zaśmiała się. " W piwnicy? Co oni robią w piwnicy?" Pomyślałam. Harry pociągnął mnie za rękę i poszliśmy do rzekomej piwnicy. Zeszliśmy na dół. Nie wyglądał to raczej jak piwnica. Było to coś w stylu jakiegoś mini domowego studia na próby zespołu. 2 kanapy, a na nich rozwaleni 4 kolesie. Jeden wcinał marchewkę, drugi czytał gazetę, trzeci nie wyrabiał ze śmiechu oglądając jakiś durny serial i czwarty poprawiał włosy. Harry poszedł się z nimi przywitać, a ja stałam przy drzwiach. Włożyłam ręce w kieszenie, uniosłam ramiona.
- Cześć. - powiedziałam cicho jednak oni i tak mnie usłyszeli. Obrócili się i patrzeli a mnie.
- A to kto? - Zapytał chłopak, który poprawiał sobie wcześniej fryzurę.
- A to jest Alice. Alice to moi przyjaciele. - powiedział i uśmiechnął się.
- Jestem Louis. - Podszedł do mnie przeżuwając marchew.
- Ja Liam. - Odłożył gazetę, podszedł do mnie i podał mi rękę.
- Ja Niall, ale mój na mnie Głodomorek. - Uśmiechnął się słodko, a w jego głosie usłyszałam irlandzki akcent.
- A ja Zayn. Eeej ja skądś znam tę bejsbolówkę. - podszedł do mnie i złapał za krawędź bejsbolówki.
- Może dlatego, że to bejsbolówka Leo. - Powiedział Harry.
- Co? On by dziewczynie bluzy nie oddał. - Oburzył się.
- Bo to jego kuzynka idioto. - Dodał Harry.
- I mi by nie powiedział o niej? Że ma przyjechać? - kontynuował Zayn
- A co miał ci powiedzieć, że jego kuzynka z bidula wychodzi?! - oburzyłam się. Irytował mnie ten cały Zayn. To jak mówił, jakim tonem. Coś okropnego. Musiał wiedzieć wszystko.
- Dobra daj dziewczynie spokój. Zaczynamy próbę? - Powiedział Liam. Chłopcy ustawili się w rzędzie i zaczęli śpiewać. Ćwiczyli przez ok 40 minut bezustannie.Kiedy skończyli podbiegła do Harry'ego i przytuliłam go.
- Boże Harry! Jesteś cudowny! A wy chłopaki?! Wow! To jak delikatne śpiewacie, jak pięknie niesiecie słowa i jak łatwo można z waszych oczu wyczytać uczucia. To jest mega piękne. - Zachwycałam się nimi.
- Czy ty w ogóle dziewczyno znasz się na muzyce? - Przerwał mi Zayn.
- Wiesz co?! Odpieprz się ode mnie! Od kiedy się pojawiłam jesteś wredny i arogancki! Ciągle ci przeszkadzam i nie pasuję! Następnym razem nie przyjadę na tę waszą próbę!
- No bo ... - Chciał coś powiedzieć Zayn.
- I do cholery nie przerywaj mi jak mówię bo nie skończyłam! Widać po tobie, że jesteś próżny więc wypchaj się sobą! Widać również, że dziewczyny nie masz! I dobrze, bo nie wiem czy jest na świecie tak głupia dziewczyna, żeby związać się z takim kretynem i palantem jak ty! Więc przytul się do swojego lustrzanego odbicia, bo tylko ono cię chce i weź się zamknij! A teraz, ponieważ dochodzi 19 muszę jechać do domu, bo ciocia robi kolację, więc poproszę cię Harry, odwieź mnie do domu. - Chciałam już wyjść, gdy usłyszałam głos Liam'a.
- Z nami się nie pożegnasz? - Zapytał wyciągając ręce w moim kierunku. Podeszłam do niego. Uściskałam go Niall'a i Louis'a. Zayn'owi posłałam pogardliwe spojrzenie i poszłam na górę. Pożegnała się z mamą Harry'ego i czekałam na niego przed autem. Harry po chwili pojawił się z kluczykami, otworzył auto. Wsiedliśmy i pojechaliśmy do domu cioci Eva'y. Dojechaliśmy pod dom.
- Alice. Przepraszam za Zayn'a.
- Ty za niego nie przepraszaj. To on zachował się jak dupek, nie ty.
- On taki jest. - Rzucił.
- No, ale nawet mnie nie poznał, a już mnie wkurza, nie no dobry koleś nie powiem, że nie. - Mówiłam nadal oburzona.
- Ja już będę leciał. - Powiedział i uściskał mnie. Weszłam do domu. Zjadłam kolację z ciocią, bo ani wuja, ani Leo jeszcze nie było. Poszłam na górę. Przebrałam się, umyłam. Zaczęłam pisać sms'y z Nicole, umawiając się na następny dzień. Wzięłam do ręki zdjęcie brata, położyłam się z nim na łóżku. Pocałowałam fotografię, a potem położyłam na poduszce obok.
- Brakuje mi ciebie maluszku. - Powiedziałam przez łzy. Znów zaczęłam wspominać. W pewnym momencie usnęłam.
****************************
Witam w nowym blogu. Czekam na recenzję. Dziękuję za uwagę, kolejny już niedługo.

Suuuper. *o*
OdpowiedzUsuńdziękuję <3
Usuńpopłakałam się
OdpowiedzUsuńświetne
Dziękuje ; *
Usuń